Hotel - Hotel - wybredna

Podczas pobytu w Kołobrzegu zobaczyliśmy prawie wszystkie hotele, zanim zdecydowaliśmy się na któryś z nich. Jak mnie się któryś hotel podobał bardziej, to mojej żonie nie i tak na odwrót, więc ostatecznie przystałem na ten, który wybrała Jola. Na hotelach to się ona co prawda tak samo zna, jak i ja, czyli prawie w ogóle, ale najważniejsze jest bym miał spokojny urlop i nikt mi głowy nie suszył, że mogliśmy wybrać lepiej. I tak jest zawsze. Powtarzamy tę rundkę co roku i w obawie przed jej żalami zawsze kapituluję. Wielka mi filozofia, żeby tylko pokój nie był zbyt mały, meble zanadto zamortyzowane i by było czysto. Podejrzewam, że kiedyś możemy się kręcić po kilka razy po tych samych hotelach, bo jak się zobaczy już wszystkie, to zapomina się jaki był pierwszy. Jestem bardzo łagodny i wyrozumiały, ale w takiej sytuacji na pewno bym się wkurzył. Kto zresztą wie do czego dojdzie w tym rytualnym, przedwakacyjnym tańcu moja Joleczka? I tak mnie szlag trafia, ale nic nie mówię mojej wybrednej żonie, bo święty spokój rzecz święta.



Brrr jak tu zimno: Kraków zimą