Karpacz - Pawlaki

W Karpaczu spotkaliśmy Pawlaków z sąsiedniej klatki. Jak zobaczyłem ich Tico i jak się ta cała ferajna wysypywała z wnętrza ich przepastnego auta, to się uśmiechnąłem pod nosem, bo gdzie się to tyle tam pomieści i w jakim to komforcie jadą. To nie to co nasza luksusowa i wygodna Skoda, ale co tam śmichy, Włodek kompan do picia przedni. Do Karpacza zdecydowaliśmy się przyjechać w ostatnim momencie, a tu taki dodatkowy bonus. Włodek mój kolega z podwórka, razem się w indiańców bawiliśmy i za dziewczynami się uganialiśmy między blokami. Kiedy Włodek mnie zobaczył, to od razu mu się pycho roześmiało. A oczka przekrwione jak zawsze. Teraz szczęśliwy, bo jo zakład mu dofinansował pobyt w hoteliku Karpacz w ramach wczasów pod gruszą. My nie mieliśmy takiego farta, za pobyt musiałem własną krwawicą. Pietrek, krzyknął Włodek i moja żona aż zamarła, tak tego konusa nie cierpi. Ale cośmy Karpacz razem pozwiedzali to nasze, no i wódeczki się polało nie mało. Państwo konusowie pojechali 2 dni przed nami, a my zostaliśmy, bo mój szef w Holandii dał mi pełne 2 tygodnie urlopu.
Podobne artykuły:



Brrr jak tu zimno: Kraków zimą